Blog > Komentarze do wpisu
Pierwiastki

Kiedy jestem w jakimś miejscu, zawsze zostawiam tam pierwiatek siebie. Po kawałku w różnych miastach i niemiastach. Leżą sobie i przesyłają mi pozytywną energię. Im dłużej gdzieś byłam, tym pierwiatek ten jest większy. Pod Wawelem, albo gdzieś w okolicach Sukiennic, zostawiłam całkiem spory. Czasami muszę pojechać i sprawdzić, jak się miewa.

***

Miały być góry tym razem. Stołowe. Ale pogodowe przepowiednie były co najmniej ponure, więc wprowadziłam w życie plan B. I to był naprawdę bardzo dobry pomysł. Bo w Małopolsce świeciło słońce, deszczu było tylko tyle, żeby się nie kurzyło, było refleksyjnie, wspomnieniowo, rodzinnie, leniwie. Po prostu wakacyjnie.


Udało się zatrzymać trybiki, odpocząć głowę, ciało, duszę i całą resztę składowych mnie. Szare komórki się dotleniły i jest szansa, że od jutra będą działać lepiej (dzisiaj wciąż jeszcze są niewyspane po całonocnym telepaniu w pociągu). Niewątpliwie przyczyniły się do tego oszałamiające widoki z okna zaraz po przebudzeniu. Tym bardziej oszałamiające dla mieszczucha, który za swoim oknem ma mur, ścianę i śmietnik.

Nadarzyła się też okazja, żeby się czegoś nauczyć. Tyle że znowu nie pamiętam, jak odróżnić grab od jesionu. Ani w ogóle po czym odróżnić grab...

Wart odnotowania jest również pierzasty niby-gość, który chciał dołączyć do naszej wesołej gromadki, nie zważając na fakt, że okno do kuchni było zamknięte. Niewiele brakowało, a przypłaciłby to dziobem albo sprawnością któregoś ze skrzydeł. Szczęśliwie skończyło się na dłuższym postoju na trawniku przed domem oraz całkowitym oszłomieniem - jego i naszym. Na pamiątkę na szybie przyklejone zostały pióra, jako jedyna ofiara tego niefortunnego incydentu. My byliśmy tak zaaferowani jego integralnością cielesną, że nawet mu nie zrobilismy pamiątkowego zdjęcia do albumu oszołomów. I tym sposobem nie uda nam się pewnie dowiedzieć kim ten tajemniczy niby-gość był. Własnoręcznie i wspólnymi siłami udało nam się wykluczyć: orła bielika, bociana, gołębia, wróbla i wszystkie nieloty. I tyle by było naszej wiedzy ornitologicznej.

Pięknie jest w Małopolsce, kojąco i spokojnie. Chociaż nie ukrywam, że najwięcej zdziałał tutaj czynnik ludzki (w sumie cztery czynniki, dwa duże i dwa mniejsze) - mógłby to być nawet weekend w Mikropolsce czy na Księżycu, a i tak byłoby cudnie...

I dodatkowy pozytywny skutek uboczny wycieczki - odzyskałam kolejne zdjęcia z tych wysłanych w kosmos, dzięki czemu mam już prawie wszystkie. W każdym razie wszystkie ważne. Jak się okazuje blondynki oraz inne istoty o inteligencji wątpliwej, bądź odmiennej od zwyczajowej, muszą w życiu liczyć na szczęście. I jak się okazuje, ono zawsze w końcu przychodzi.

wtorek, 28 czerwca 2011, amparanoia

Polecane wpisy

Komentarze
2011/06/28 11:48:40
Tak, wycieczki po Polsce dają dużo przyjemności. Najlepsze są akie kiedy idziesz na dworzec kupujesz bilet, z zasadą " Gdzie dojadę za 45 zł" wybierasz najmniej znaną Ci nazwę i często jestem bardzo mile zaskoczony. Bo nawet w niewielkich przyjemnościach można znaleźć coś co będzie cieszyć oczy i ducha. Ja często tak robię w miarę możliwości i w tym sposobem zwiedziłem prawie całą zachodnią Polskę, teraz biorę się za wschód :). Choć Lubelszczyzna jest mi dobrze znana.

Tak to prawda że anonimowość daje dużo komfortu w rozmowach miedzy ludzkich zwłaszcza w internecie. Jednak uważam że zdradzenie swego imienia nie zabiera nic z tej anonimowości ponieważ nie pytam o adres ani o twój stan cywilny :):). To tylko tak z Ciekawości ponieważ po Imieniu jak i po oczach można poznać człowieka...

Pozdrawiam AK